Jestem wzruszona. Zadziwiona marzeniami, które się spełniają, zadziwiona znaczną poprawą relacji, także, a raczej przede wszystkim, relacji małżeńskiej, zadziwiona miłością, która nieśmiało wyziera z oczu.
Jak pusty dom, w którym Ktoś zapalił światło i który nie straszy już przechodniów.
Jak piec, w którym Ktoś zapalił, na razie podpałkę.
Miłość rodzi miłość, ot co.
Postępują naprzód wśród płaczu,
niosąc ziarno na zasiew:
Z powrotem przychodzą wśród radości,
przynosząc swoje snopy (Ps 126, 6).
