Zamiast promocji

W zakrętach codzienności znalazłam zakątek ciszy. Usiadłam i zamknęłam oczy. Zajrzałam w głąb siebie, gdzieś w okolice serca, ze świadomością, że Ty jesteś tam cały czas. Milczący. Postanowiłam potowarzyszyć Ci w tym milczeniu. Po prostu skupiłam uwagę na tym, że JESTEŚ. Starałam się odsuwać kolejne myśli, które chciały mnie wytrącić ze skupienia. To tak, jakby odwiedzać kogoś, kto chce być zauważony, ale nie chce się narzucać, więc czeka, aż sam wyjdziesz z inicjatywą. Już chciałam wyjść, kiedy usłyszałam…

– kocham cię…

 

Taki wpis na Black Friday, gdy ktoś lub coś próbuje odwrócić moją uwagę od tego, z czym piątek powinien się wiązać.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Zaczynaj z wizją końca

Chodziłam ostatnio z takim pytaniem – co to znaczy być kobietą spełnioną? Po czym poznam, że jestem spełniona? Na fali rozeznawania zmiany pracy/zawodu wyobrażałam sobie siebie np. otoczoną gromadką dzieci niepełnosprawnych intelektualnie – może tu poczuję to coś?

Powróciło do mnie dziś wspomnienie z dzieciństwa. W moim bloku mieszkała taka Pani z dwójką dzieci. Codziennie wieczorem chodzili na mszę świętą. Tacy zagadani, nieśpiesznie, dobrze czujący się ze sobą, za ręce. Lata mijały, dzieci rosły, ale podążali wciąż w tym samym kierunku.

Olśniło mnie. Czy ja chcę od życia czegoś więcej? Czy uznam, że byłam dobrą żoną, mamą, jeśli nie zrealizuję tego obrazu z dzieciństwa i w mojej rodzinie? Jeśli Maryja – najpiękniejsza z kobiet – spełnia się w prowadzeniu do źródła, do Jezusa, do Eucharystii, to czy jakakolwiek kobieta będzie spełniona robiąc coś innego?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

Pod prąd

Księga Mądrości, rozdział 5:
1 Wtedy sprawiedliwy stanie z wielką śmiałością
przed tymi, co go uciskali
i mieli w pogardzie jego trudy.
2 Gdy ujrzą, wielki przestrach ich ogarnie
i osłupieją na widok nieoczekiwanego zbawienia.
3 Powiedzą pełni żalu do samych siebie,
będą jęczeli w utrapieniu ducha:
4 «To ten, co dla nas – głupich – niegdyś był pośmiewiskiem
i przedmiotem szyderstwa:
jego życie mieliśmy za szaleństwo,
śmierć jego – za hańbę.
5 Jakże więc policzono go między synów Bożych
i ze świętymi ma udział?
6 To myśmy zboczyli z drogi prawdziwej,
nie oświeciło nas światło sprawiedliwości
i słońce dla nas nie wzeszło.
7 Nasyciliśmy się na drogach bezprawia i zguby,
błądziliśmy po bezdrożnych pustyniach,
a drogi Pańskiej nie poznaliśmy.
8 Cóż nam pomogło nasze zuchwalstwo,
co dało chełpliwe bogactwo?
9 To wszystko jak cień przeminęło
i jak wieść, co przebiega;
10 jak okręt prujący pieniącą się toń:
śladu jego nie znajdziesz, gdy przeszedł,
ni bruzdy po jego spodzie wśród fal;
11 jak się nie znajdzie żaden dowód przelotu
ptaka, szybującego w przestworzach:
trzepoczące skrzydła przecięły lekkie powietrze,
uderzeniem piór smagane
i prute z gwałtownym szumem –
znaku przelotu potem w nim nie znajdziesz.
12 Jak gdy się strzałę wypuści do celu,
rozprute powietrze zaraz się zasklepia,
tak że nie poznasz jej przejścia –
13 tak i my: zniknęliśmy, [ledwie] zrodzeni,
i nie mogliśmy się wykazać żadnym znakiem cnoty,
aleśmy zniszczeli w naszej nieprawości».

Znosić wszelkie przeciwności tak jak On.
Ufać, że to jest po coś.
Dać się przeprowadzić.
Chronić serce przed zwątpieniem.
Wyczekiwać obietnicy Ojca.
Zostawić ślad.
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Przemiana

Kiedy dwa serca spotykają się ze sobą po pewnym czasie stają się tak do siebie podobne, że nie sposób odróżnić jedno od drugiego.

Pan Jezus do św. siostry Faustyny: „Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie” (Dzienniczek św s. Faustyny, wpis 1728).

Spotykać się z Nim sercem – pamiętać o Nim, mówić do Niego, słuchać Go, wyglądać Go, szukać Go, przyjmować Go, adorować Go…

A potem dać czasowi czas…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nadzieja

Nawet drewniany kołek zakwitnie, gdy nie będzie zanadto przeszkadzał Duchowi Świętemu.

 

Kochany Duchu Święty, miej litość nad moim uporem, kiedy Ty mi pokazujesz jedną stronę, a ja, jak ten osioł, zerkam w przeciwną. Palnij mnie wtedy w łeb.

Amen

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Cristo velato

Kilka lat temu gdy wychodziłam z sobotniej mszy św. zaczepiła mnie jakaś kobieta. Niosła ciężkie worki. Okazało się, że mogę Jej pomóc podwożąc Ją kawałek dalej. Po drodze zaczęła mi opowiadać m. in. o św. Józefie Moscati. Nie słyszałam o Nim. W Jej opowieści coś przykuło moją uwagę. Ten święty lekarz często modlił się przy pewnej rzeźbie Jezusa. Potem doczytałam, że ta rzeźba nosi tytuł Cristo velato. Jest po prostu przepiękna. Wiele razy patrzyłam na jej zdjęcie. Coś we mnie mocno na nią reagowało.

Minęło parę lat. Byłam z dziećmi na feriach i zabrałam ich do Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu. Chodziliśmy po Ogrodzie Różańcowym, było pełno śniegu. Dotarliśmy do Grobu Chrystusa. Uklękłam, żeby się pomodlić i tak jakoś odżyło to, co czułam, widząc Cristo velato. Byłam bardzo poruszona. Nagle moje dzieci zaczęły rzucać w siebie śnieżkami, więc taka rozrzewniona mówię do nich, żeby przestali i dodałam „czy nie widzicie, że On tutaj leży?” i wtedy do mnie dotarło: w mojej świadomości Jezus nadal leży w grobie! Wtedy nie myślałam o Nim, jak o kimś żywym. Owszem wiedziałam, że Zmartwychwstał, ale nie przekładało się to na nic więcej. Nawet doświadczając Go w jakimś sensie zaprzeczałam temu, bo to nie pasowało do jakiegoś schematu, a przecież jeśli ktoś żyje, to znaczy, że można się z Nim skontaktować, że działa, że jest.

Tamten dzień, tamten moment był dla mnie bezcenny. Otworzył mnie na nową jakość relacji z Jezusem. Chyba zaczęłam przyjmować, że On naprawdę wstał w martwych, a to oznacza, że Jego „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (MT 28, 20) oznacza właśnie to, co powiedział. Pozostaje kwestia otwarcia się na tę relację, na tę OBECNOŚĆ najpełniej objawioną w Eucharystii. Wtedy powoli, w miarę oswajania tego TERAZ, przechodzi się od zagadywania, do ciszy, od myślenia o wszystkim do ciszy, od działania do ciszy. Bo to wszystko może zasłonić Jego najcichszą obecność.

 

Po Komunii

cisza w Ciszy                                                                                                                                          milczenie w Milczeniu                                                                                                              obecność w Obecności                                                                                                                  bliskość w Bliskości                                                                                                                      miłość w Miłości

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pierwszy krok

Pomyślałam sobie, że ktoś może powiedzieć – w sumie po co mi to odkrywanie ran? Już to zapomniałem, już mnie nie boli, można iść dalej. Po co to ruszać?

U mnie cała rewolucja serca zaczęła się od jednej konferencji, dokładnie mówiąc – od pytania, które zadał nam kapłan. Na Strumieniach Miłosierdzia w Krakowie w 2011 roku ks. Sławomir Wądołek miał konferencję w oparciu o słowa „Panie, patrz na mnie! Zobacz moje myśli, moje uczucia, czyny … wydobądź mnie …” (św. Kasjan Rzymianin).

Konferencję można odsłuchać na stronie Strumieni Miłosierdzia, w archiwalnych nagraniach, rok 2011, konferencja 3 (nie udało mi się podlinkować).

Chyba wtedy dotarło do mnie, jak mało wiem o sobie. Jak męczy mnie ta niewiedza. Jak pragnę wiedzieć kim jestem, jaka jestem, bo to, co wiedziałam do tej pory było bardzo trudne do przyjęcia. Rozbijałam się wciąż o mury moich masek, trudnych relacji, lęku, złości tłumionej z obawy przed byciem odrzuconą, o mury uśmiechu na każdą okazję, a przede wszystkim o mury braku miłości i tej otrzymywanej i tej dawanej. Gdy usłyszałam to pytanie bez wahania odpowiedziałam Tak! Pytanie brzmiało:

Czy jesteś gotów pozwolić by Pan Bóg zbadał Twoje serce? Teraz, dziś, od dziś, od tej chwili? 

Kapłan w tej konferencji zaproponował, byśmy o to po prostu poprosili.

Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce; 
doświadcz i poznaj moje troski, 

zobacz, czy jestem na drodze nieprawej, 
a skieruj mnie na drogę odwieczną!

Ps 139, 23-24

Poprosiłam i wtedy oto zrobiłam pierwszy krok w stronę czystości serca, w stronę Prawdy, w stronę Miłości cierpliwej, łaskawej, upragnionej. Potem Pan naprawdę zaczął mi pokazywać jaka jestem. Wciąż to robi, z wielką delikatnością i wyczuciem, bo On

nie złamie trzciny nadłamanej, 
nie zagasi knotka o nikłym płomyku (Iz 42, 3).

Jeśli nie widzisz potrzeby wołania o czystość serca wołaj o doświadczenie miłości, która daje, która siebie ofiaruje, proś o to, by Pan pokazał Ci, jak do głębi szczęśliwy jest człowiek, który kocha jak Jezus Chrystus. A potem proś, żeby tak oczyścił Twoje serce, by ta miłość mogła się w nim rozlać po brzegi, a potem by mogła wylewać się wszędzie tam, gdzie jesteś. Byś był Jego dłońmi, Jego oczami, Jego ustami. On nas potrzebuje. On potrzebuje właśnie Ciebie!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan uleczy Twoje rany!

Pan uleczy Twoje rany!

Takie słowa, wypowiedziane przez nieznajomą osobę, usłyszałam podczas spotkania uwielbienia kilka lat temu. Jestem kolekcjonerem tych słów – usłyszanych w sercu, wypowiedzianych nade mną, otrzymanych w Słowie. Z radością patrzę na to, jak się wypełniają. Wystarczy uwierzyć, że wypowiada je WSZECHmogący, choć często trzeba je nieść w sercu dość długo, zanim się zrealizują. Ważne jest, by trwać przy sercu Boga, kłaść te słowa przed Nim i ufać, że mówił je po to, by je wypełnić. W końcu to ufność jest naczyniem, w którym Pan składa łaski.

Tydzień temu byłam na rekolekcjach. Czas spotkania. Tylko ja i Pan obecny w Najświętszym Sakramencie oraz w Słowie. Z cichą obecnością i delikatnym towarzyszeniem dobrych dusz. W połowie rekolekcji Pan przypomniał mi bardzo bolesną ranę. Chyba najtrudniejszą z dotychczasowych. Już od kilku miesięcy przywoływał mi ją w pamięci czekając na moją gotowość, by mógł jej dotknąć. W końcu Mu na to pozwoliłam. Przyznałam przed Nim, że tak, to mnie spotkało, to część mojego życia. Poprosiłam Go, żeby mnie uzdrowił.

To zranienie było wywołane krzywdą, jakiej doznałam we wczesnym dzieciństwie. Jeszcze o niej nie pisałam. Skutki tej krzywdy były katastrofalne. Można powiedzieć, że przez to zdarzenie zostałam podzielona na dwie osoby. Jedna część mnie w głębi pamiętała co się stało, ale dosłownie nie mogła otworzyć ust – była milcząca, zamknięta, zwłaszcza w rozmowie z nieznajomymi, miała problemy ze śpiewaniem, z przyjmowaniem Komunii Świętej, czuła wewnętrzny ból, którego nie umiała wyrazić. Przy tym była pozbawiona dostępu do energii do działania. Widziała, że należałoby zrobić to, czy tamto, ale nie miała siły, żeby się za to zabrać. Myślała, że jest tak leniwa po prostu. Druga część mnie miała tę energię życiową, ale nie miała pamięci tego, co się stało. Ta część działała – chodziła do pracy, zajmowała się domem, ale czuła, że nie jest sobą, że robi wszystko mechanicznie, zgodnie z zasadami, sama z siebie nie wiedziała co należałoby zrobić, w którą stronę pójść, była jakby pozbawiona serca. Serce zostało zamknięte w tej pierwszej części bez możliwości wyrażania się ustami.

Kiedy Pan dotyka jakiejś rany najpierw przypomina co się stało – to może być obraz, jakieś wspomnienie, jakieś słowa zasłyszane w przeszłości, a bardzo raniące. Potem – jeśli Mu na to pozwolimy, poprosimy go o uzdrowienie tej rany, najczęściej pojawia się ból serca, a zaraz po nim łzy. Te łzy przynoszą ukojenie. Ważne, by tego trudnego momentu nie przegapić, bo można mieć pokusę, żeby wtedy z kimś porozmawiać, włączyć telewizor, po prostu, żeby uciec od bólu. Trzeba wytrwać w tym napięciu! Najlepiej w ciszy. Ja przypomniałam sobie ranę, uznałam, że to się stało, poprosiłam Pana by dotknął tego miejsca w moim sercu, ale nic nie poczułam. Stwierdziłam, że pewnie uzdrowił mnie tym razem inaczej. Myliłam się. Następnego dnia była Eucharystia. W trakcie Komunii Świętej, gdy kapłan położył mi Ciało Jezusa w ustach poczułam, że boli mnie serce. Pan wybrał właśnie ten moment by mnie uzdrowić! Wróciłam do pokoju, zaczęłam płakać, czułam, że Pan mnie uzdrawia i uwalnia od skutków tego, co się stało. To było niezwykłe! Zdecydowałam się przebaczyć krzywdzicielowi. Tym razem potrafiłam to zrobić od razu, czasem mogłam tylko prosić, by Pan obdarzył mnie łaską przebaczenia jakiejś osobie, bo w danym momencie nie byłam na to gotowa. Jednym zdaniem – Pan mnie uzdrowił przez Eucharystię!

To jednak nie koniec. Jak trędowaty, który wrócił podziękować Jezusowi, adorowałam Pana w kaplicy. Byłam sama. Patrzyłam na tabernakulum z wdzięcznością. Nagle usłyszałam w sercu głos:

– Czy ty naprawdę wierzysz, że Ja tutaj jestem?

– Tak…

– Podejdź.

Podeszłam i uklękłam przy tabernakulum.

– Dotknij.

Nie śmiałam położyć dłoni na ścianie tabernakulum, więc dotknęłam takich wystających nóżek, jednocześnie myśląc „Bylebym się frędzli Jego płaszcza dotknęła”.

– Jesteś wolna. Idź w pokoju…

 

 

Zmieniłam się. Czuję, że zaczęłam Nowe Życie, że dokonała się we mnie głęboka integracja wewnętrzna. Że wreszcie jestem sobą. Mam energię do działania, a co najbardziej dostrzegam – nie mam już problemu z otwieraniem ust! Mogę śpiewać, nawet do mikrofonu, co wcześniej było dla mnie przerażające, na moment Komunii wreszcie się cieszę, a nie stresuję, co więcej – otworzyłam się na innych, także nieznajomych. Tak, jakby w momencie przyjścia do mnie w Komunii Świętej Pan dotknął mojego języka i powiedział Effatha – otwórz się! Pojawiła się we mnie radość, jakiej wcześniej nie czułam, wręcz promienieję radością! Sama siebie nie poznaję!

Wiele razy prosiłam ze łzami, żeby mnie uzdrowił, żeby dał mi Nowe Życie. Często przez pieśni np. te poniżej:

Odnów mnie, którą śpiewa Magda Kania https://www.youtube.com/watch?v=ZYzuvIvsRoQ 

albo

Lekarzu dusz, którą śpiewają Mocni w Duchu https://www.youtube.com/watch?v=BgQjRCbu4kw

Wołaj i Ty! Nie ustawaj i wypatruj Pana!

A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Oby tak się stało – Amen!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Król Miłosierdzia

 

Spotkałam Go kiedyś. Myślę, że podobnie czuła się jawnogrzesznica. Przyłapana na gorącym uczynku, bez nadziei na zmianę. Spodziewała się wzroku pełnego obrzydzenia, wyższości, pogardy, a spotkała MIŁOŚĆ. No i ten uśmiech… Nie wierzyła, że to do niej, że jest tego warta, że może się pomylił. Ale nie, On się nie pomylił. On wybrał właśnie ten czas na spotkanie MIŁOŚCI. O błogosławione łzy niedowierzania, radości, żalu, wstydu, umęczenia. Tylko tak skołatane serce może wyrazić to całe zaplątanie. A On się uśmiechał…

 

Królu Miłosierdzia

który podnosisz z rozpaczy

i kochasz to, co do niczego niepodobne

Królu Miłosierdzia

milczący i tęskniący

za ludzkim sercem, które da Ci choć trochę odetchnąć

Królu Miłosierdzia

nieustannie obecny

w białej Hostii przeświętej

Królu Miłosierdzia

przytul mnie

gdy znów upadnę i będę się spodziewać wyroku

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jedyna droga

Wczoraj przez chwilę kochałam
dałam się ponieść zgłodniałemu sercu
które tak cierpliwie oduczam bliskości
i pragnienia drugiego człowieka

Dziś znowu jestem ja i ja
stare kąty i piec piąty
wygasły i nienauczony pracy w interwałach
zmęczony nadzieją na pełen etat

Jutro będę szukać innych drzwi do wczoraj
niż te które stoją otworem
i straszą dwiema belkami
kiedy wreszcie przyjmę, że takich nie ma?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj