Żniwo

Janek długo patrzył na tatę, który głaskał po głowie Tomka. “Synuś tatusia, też coś” myślał sobie i czuł, że wzbiera w nim coś silniejszego od niego. Następnego dnia, gdy Tomek jeszcze nie wrócił ze szkoły, a rodzice byli w pracy, przyszedł mu do głowy straszny pomysł, który zrealizował. Zrzucił ze stolika projekt, nad którym Tomek pracował już od dawna i w który włożył wiele wysiłku. Na początku Janek czuł wielką satysfakcję, ale z czasem gorączkowo zaczął zastanawiać się co powie, jak wszyscy wrócą do domu. Gdy Tomek zobaczył, że jego dzieło zostało zniszczone, po prostu rozpłakał się. Janek powiedział mu, że zupełnie przypadkiem, cofając się, wszedł w stolik i projekt spadł i zniszczył się. Tomek mu uwierzył. Rodzice też uwierzyli Jankowi, który postanowił udać roztrzęsienie z powodu zniszczenia, którego dokonał. Wypadł bardzo wiarygodnie.

Zbliżała się Wielkanoc. Janek postanowił pójść do spowiedzi. Tomek i rodzice nie wypominali mu zniszczenia projektu i on sam zaczynał wierzyć w wymyśloną przez siebie wersję wydarzeń. Podczas rachunku sumienia czuł, że powinien przyjrzeć się tej sytuacji, ale szybko dał się wybić ze skupienia i ostatecznie podczas spowiedzi powiedział to, co zawsze.

To musi być trudne widzieć to, co robimy, widzieć dokładnie dlaczego to robimy, znać motywacje naszych czynów, niejednokrotnie do głębi podłe, a potem słuchać, jak się spowiadamy. Czasem to brzmi tak, jakbyśmy mówili o życiu kogoś innego, a nie o własnym.

To musi być trudne widzieć, że podczas spowiedzi zupełnie nie myślimy o Tobie, o tym, że w ten sposób wracamy do Ciebie, że to całe wyznawanie grzechów służy temu, żeby pojednać się z Tobą, sobą i bliźnimi, wrócić do domu. Podczas spowiedzi wchodzimy w Twój pokój wysłużony na krzyżu, na którym pokonałeś nasz grzech. Im bardziej przyjrzymy się naszemu sercu, tym lepiej przygotujemy je do spotkania z Tobą w Eucharystii. Przygotowując się dokładnie dajemy Ci znać, że traktujemy Ciebie i naszą relację naprawdę poważnie.

To musi być trudne.

Mamo, proś Ducha Świętego, by otworzył nam oczy, proszę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Czy ty byś wyszedł?

Celowo ty w tytule napisałam małą literą. Tutaj to tak łatwo przychodzi, JA szybko można zmienić na Ja, potem na ja, TY na Ty, a potem na ty. W rzeczywistości jest to dużo trudniejsze i czasem wielkimi literami napisane jest w naszym życiu coś tak naprawdę nieistotnego.

Zastanawiałam się kiedyś nad wystawieniem Najświętszego Sakramentu. W mojej parafii zazwyczaj ma to miejsce w pierwszy piątek i w pierwszą niedzielę miesiąca i oczywiście podczas różnych nabożeństw. Kiedyś, podczas jednego z tych nabożeństw, przyjrzałam się sobie z boku i zadałam sobie pytanie, co ja tak naprawdę właśnie robię. Oto razem z innymi osobami klęczę przed białą hostią umieszczoną w monstrancji. Jeśli spojrzeć na to bez wiary, wygląda to po prostu dziwnie. Postawiłam siebie wobec wyboru tego, czy ja to przyjmuję, że moja wiara zakłada oddawanie czci Bogu właśnie w taki sposób. Zastanawiałam się nad tym przez jakiś czas, ale uznałam, że nawet, jeśli jest to na ten moment dla mnie dziwne i niezrozumiałe i rodzi wiele pytań, to wchodzę w to. Świadomie wybrałam wiarę katolicką i świadomie wybieram oddawanie czci Bogu w Najświętszym Sakramencie. Nie mieści mi się w głowie bycie katolikiem i wybieranie sobie z tej wiary to tak, to nie. Albo komplet, albo to już jest coś innego.

Chciałam sobie jakoś pomóc wejść głębiej w to spotkanie. Zadałam sobie pytanie z kim ja się spotykam podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Zaczęło do mnie docierać, że jest to spotkanie z żywą OSOBĄ, co więcej, jest to spotkanie z KRÓLEM. Przypominały mi się sceny z filmów, gdzie widać salę tronową, w oddali tron, na nim króla. Wokół niego cały dwór, nie każdy może wejść i spotkać się z królem. Obowiązuje ścisła etykieta, trzeba oddać pokłon, nie wszystko można powiedzieć. Król jest w centrum, wiele osób wyczekuje choćby na jedno jego skinienie, żeby mu usługiwać. Dla większości mieszkańców danej ziemi spotkanie z królem było co najwyżej marzeniem.

Patrzę na hostię i widzę innego Króla. Pomyślałam sobie kiedyś, jak Tobie Jezu musi być trudno. Wychodzisz do nas wystawiony przez kapłana, patrzysz i widzisz tłum ludzi. Znasz ich serca, znasz ich myśli. Widzisz każdy moment uwagi skierowanej właśnie na Ciebie, ale wiesz też ile osób zerka na zegarek, ile ziewa, ile zastanawia się co będzie na obiad, ile podziwia płaszcz osoby klęczącej przed sobą, ile osób bezmyślnie śpiewa pieśń… Wychodzisz raz, drugi, trzeci, cały czas nie zmieniasz nastawienia, cały czas cierpliwie czekasz, aż po prostu zobaczą, że JESTEŚ. Nie obrażasz się, nie wchodzisz w urazę, nie narzucasz się, po prostu kochasz, cierpisz i kochasz. Potężny Bóg, dawca wszelkiej łaski, jedyny Odkupiciel, cichy chleb.

Zadziwiasz mnie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 2 komentarze

A miłości bym nie miał

Miłość pragnie dawać miłość. To jest nasze serce, nasze najgłębsze ja. To jest obraz i podobieństwo. To jest najpiękniejszy klejnot, jaki otrzymaliśmy. Wszyscy, bez wyjątku. Tak długo, jak nasze życie nie przypomina tej dynamiki, trwamy w napięciu między tym, co mamy, a tym, czego w głębi – nawet nieświadomie – pragniemy.

Jeśli trwamy przy Panu, a uciekamy od swojej wrażliwości, od dawania miłości, to tak, jakbyśmy byli zapchanym sitem w kranie, bo sami czerpiemy, ale nie dajemy tym, którzy może nawet nie wiedzą, gdzie jest źródło. To za dużo dla naszego serca. Im więcej jest sytuacji, w których otrzymujemy od Pana wyraźne zaproszenie być coś dać z siebie, gdy słyszymy ciche natchnienie, by zrobić coś dobrego nawet dla tych, którzy nas poranili, a nie słuchamy, nie wypełniamy tego, tym twardsze staje się nasze serce. Wtedy do akcji wkracza mechanizm podtrzymania dobrego samopoczucia, który usiłuje zagłuszyć nasze sumienie. Pojawia się wysiłek, żeby jakoś ukryć przed samym sobą, że wybraliśmy źle, że postąpiliśmy wbrew Miłości, wbrew sobie, wbrew swojemu sercu. Zaczynamy racjonalizować, uciekać w coś, co nas pochłania, pokazujemy sobie, że jest inna droga do szczęścia. Pudło. Nie ma. Jeśli Miłość o coś prosi, to możemy zrobić 1000 innych, nawet większych rzeczy, ale serce będzie znało prawdę. To tak, jakby prosiła nas o coś ukochana mama, a my zamiast tego, o co prosi, dali Jej wiele innych rzeczy. Będzie Jej przykro po prostu, a nam będzie ciężko spojrzeć Jej w oczy. Będziemy się od Niej oddalać, oddalać od samych siebie, gdy będzie to już nasza postawa staniemy się samotną wyspą. Wyspa to po włosku isola. Isola -> izolacja.

Boże, jak dobrze, że jesteś tak cierpliwy! Bo rozumieć to jedno, ale wykonać?

Każdego dnia dziękuj za dary, które dajesz i które otrzymujesz. A wtedy zrodzi się miłość, która przykryje wszystkie Twoje wady i ludzie będą chcieli z tobą przebywać.

Ot, taka kropla, która – daj Panie Boże – wydrąży skałę.

Amen!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zawsze tam, gdzie ty

Pod drzwiami gospody

Jest takie miejsce
gdzie zawsze jesteś mile widziany
gdzie wciąż ktoś na ciebie czeka
gdzie nie usłyszysz, że jest już za dużo gości

Jest takie miejsce
gdzie nigdy nie będziesz “nie dość” albo “za bardzo”
gdzie nie musisz być jakiś na wyrost
gdzie prawda otwiera drzwi pokojowi

Jest takie miejsce
gdzie możesz ogrzać swoje serce
gdzie zatapiasz się w Miłości, która pragnie ciebie
gdzie możesz się nasycić

Jest takie miejsce
tylko połóż dłoń na klamce
tylko chciej otworzyć
tylko przyjdź

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Zamiast promocji

W zakrętach codzienności znalazłam zakątek ciszy. Usiadłam i zamknęłam oczy. Zajrzałam w głąb siebie, gdzieś w okolice serca, ze świadomością, że Ty jesteś tam cały czas. Milczący. Postanowiłam potowarzyszyć Ci w tym milczeniu. Po prostu skupiłam uwagę na tym, że JESTEŚ. Starałam się odsuwać kolejne myśli, które chciały mnie wytrącić ze skupienia. To tak, jakby odwiedzać kogoś, kto chce być zauważony, ale nie chce się narzucać, więc czeka, aż sam wyjdziesz z inicjatywą. Już chciałam wyjść, kiedy usłyszałam…

– kocham cię…

 

Taki wpis na Black Friday, gdy ktoś lub coś próbuje odwrócić moją uwagę od tego, z czym piątek powinien się wiązać.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Zaczynaj z wizją końca

Chodziłam ostatnio z takim pytaniem – co to znaczy być kobietą spełnioną? Po czym poznam, że jestem spełniona? Na fali rozeznawania zmiany pracy/zawodu wyobrażałam sobie siebie np. otoczoną gromadką dzieci niepełnosprawnych intelektualnie – może tu poczuję to coś?

Powróciło do mnie dziś wspomnienie z dzieciństwa. W moim bloku mieszkała taka Pani z dwójką dzieci. Codziennie wieczorem chodzili na mszę świętą. Tacy zagadani, nieśpiesznie, dobrze czujący się ze sobą, za ręce. Lata mijały, dzieci rosły, ale podążali wciąż w tym samym kierunku.

Olśniło mnie. Czy ja chcę od życia czegoś więcej? Czy uznam, że byłam dobrą żoną, mamą, jeśli nie zrealizuję tego obrazu z dzieciństwa i w mojej rodzinie? Jeśli Maryja – najpiękniejsza z kobiet – spełnia się w prowadzeniu do źródła, do Jezusa, do Eucharystii, to czy jakakolwiek kobieta będzie spełniona robiąc coś innego?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Pod prąd

Księga Mądrości, rozdział 5:
1 Wtedy sprawiedliwy stanie z wielką śmiałością
przed tymi, co go uciskali
i mieli w pogardzie jego trudy.
2 Gdy ujrzą, wielki przestrach ich ogarnie
i osłupieją na widok nieoczekiwanego zbawienia.
3 Powiedzą pełni żalu do samych siebie,
będą jęczeli w utrapieniu ducha:
4 «To ten, co dla nas – głupich – niegdyś był pośmiewiskiem
i przedmiotem szyderstwa:
jego życie mieliśmy za szaleństwo,
śmierć jego – za hańbę.
5 Jakże więc policzono go między synów Bożych
i ze świętymi ma udział?
6 To myśmy zboczyli z drogi prawdziwej,
nie oświeciło nas światło sprawiedliwości
i słońce dla nas nie wzeszło.
7 Nasyciliśmy się na drogach bezprawia i zguby,
błądziliśmy po bezdrożnych pustyniach,
a drogi Pańskiej nie poznaliśmy.
8 Cóż nam pomogło nasze zuchwalstwo,
co dało chełpliwe bogactwo?
9 To wszystko jak cień przeminęło
i jak wieść, co przebiega;
10 jak okręt prujący pieniącą się toń:
śladu jego nie znajdziesz, gdy przeszedł,
ni bruzdy po jego spodzie wśród fal;
11 jak się nie znajdzie żaden dowód przelotu
ptaka, szybującego w przestworzach:
trzepoczące skrzydła przecięły lekkie powietrze,
uderzeniem piór smagane
i prute z gwałtownym szumem –
znaku przelotu potem w nim nie znajdziesz.
12 Jak gdy się strzałę wypuści do celu,
rozprute powietrze zaraz się zasklepia,
tak że nie poznasz jej przejścia –
13 tak i my: zniknęliśmy, [ledwie] zrodzeni,
i nie mogliśmy się wykazać żadnym znakiem cnoty,
aleśmy zniszczeli w naszej nieprawości».

Znosić wszelkie przeciwności tak jak On.
Ufać, że to jest po coś.
Dać się przeprowadzić.
Chronić serce przed zwątpieniem.
Wyczekiwać obietnicy Ojca.
Zostawić ślad.
Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Przemiana

Kiedy dwa serca spotykają się ze sobą po pewnym czasie stają się tak do siebie podobne, że nie sposób odróżnić jedno od drugiego.

Pan Jezus do św. siostry Faustyny: „Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie” (Dzienniczek św s. Faustyny, wpis 1728).

Spotykać się z Nim sercem – pamiętać o Nim, mówić do Niego, słuchać Go, wyglądać Go, szukać Go, przyjmować Go, adorować Go…

A potem dać czasowi czas…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Nadzieja

Nawet drewniany kołek zakwitnie, gdy nie będzie zanadto przeszkadzał Duchowi Świętemu.

 

Kochany Duchu Święty, miej litość nad moim uporem, kiedy Ty mi pokazujesz jedną stronę, a ja, jak ten osioł, zerkam w przeciwną. Palnij mnie wtedy w łeb.

Amen

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Cristo velato

Kilka lat temu gdy wychodziłam z sobotniej mszy św. zaczepiła mnie jakaś kobieta. Niosła ciężkie worki. Okazało się, że mogę Jej pomóc podwożąc Ją kawałek dalej. Po drodze zaczęła mi opowiadać m. in. o św. Józefie Moscati. Nie słyszałam o Nim. W Jej opowieści coś przykuło moją uwagę. Ten święty lekarz często modlił się przy pewnej rzeźbie Jezusa. Potem doczytałam, że ta rzeźba nosi tytuł Cristo velato. Jest po prostu przepiękna. Wiele razy patrzyłam na jej zdjęcie. Coś we mnie mocno na nią reagowało.

Minęło parę lat. Byłam z dziećmi na feriach i zabrałam ich do Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu. Chodziliśmy po Ogrodzie Różańcowym, było pełno śniegu. Dotarliśmy do Grobu Chrystusa. Uklękłam, żeby się pomodlić i tak jakoś odżyło to, co czułam, widząc Cristo velato. Byłam bardzo poruszona. Nagle moje dzieci zaczęły rzucać w siebie śnieżkami, więc taka rozrzewniona mówię do nich, żeby przestali i dodałam „czy nie widzicie, że On tutaj leży?” i wtedy do mnie dotarło: w mojej świadomości Jezus nadal leży w grobie! Wtedy nie myślałam o Nim, jak o kimś żywym. Owszem wiedziałam, że Zmartwychwstał, ale nie przekładało się to na nic więcej. Nawet doświadczając Go w jakimś sensie zaprzeczałam temu, bo to nie pasowało do jakiegoś schematu, a przecież jeśli ktoś żyje, to znaczy, że można się z Nim skontaktować, że działa, że jest.

Tamten dzień, tamten moment był dla mnie bezcenny. Otworzył mnie na nową jakość relacji z Jezusem. Chyba zaczęłam przyjmować, że On naprawdę wstał w martwych, a to oznacza, że Jego „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (MT 28, 20) oznacza właśnie to, co powiedział. Pozostaje kwestia otwarcia się na tę relację, na tę OBECNOŚĆ najpełniej objawioną w Eucharystii. Wtedy powoli, w miarę oswajania tego TERAZ, przechodzi się od zagadywania, do ciszy, od myślenia o wszystkim do ciszy, od działania do ciszy. Bo to wszystko może zasłonić Jego najcichszą obecność.

 

Po Komunii

cisza w Ciszy
milczenie w Milczeniu
obecność w Obecności
bliskość w Bliskości
miłość w Miłości

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz