Miłość pragnie dawać miłość. To jest nasze serce, nasze najgłębsze ja. To jest obraz i podobieństwo. To jest najpiękniejszy klejnot, jaki otrzymaliśmy. Wszyscy, bez wyjątku. Tak długo, jak nasze życie nie przypomina tej dynamiki, trwamy w napięciu między tym, co mamy, a tym, czego w głębi – nawet nieświadomie – pragniemy.
Jeśli trwamy przy Panu, a uciekamy od swojej wrażliwości, od dawania miłości, to tak, jakbyśmy byli zapchanym sitem w kranie, bo sami czerpiemy, ale nie dajemy tym, którzy może nawet nie wiedzą, gdzie jest źródło. To za dużo dla naszego serca. Im więcej jest sytuacji, w których otrzymujemy od Pana wyraźne zaproszenie być coś dać z siebie, gdy słyszymy ciche natchnienie, by zrobić coś dobrego nawet dla tych, którzy nas poranili, a nie słuchamy, nie wypełniamy tego, tym twardsze staje się nasze serce. Wtedy do akcji wkracza mechanizm podtrzymania dobrego samopoczucia, który usiłuje zagłuszyć nasze sumienie. Pojawia się wysiłek, żeby jakoś ukryć przed samym sobą, że wybraliśmy źle, że postąpiliśmy wbrew Miłości, wbrew sobie, wbrew swojemu sercu. Zaczynamy racjonalizować, uciekać w coś, co nas pochłania, pokazujemy sobie, że jest inna droga do szczęścia. Pudło. Nie ma. Jeśli Miłość o coś prosi, to możemy zrobić 1000 innych, nawet większych rzeczy, ale serce będzie znało prawdę. To tak, jakby prosiła nas o coś ukochana mama, a my zamiast tego, o co prosi, dali Jej wiele innych rzeczy. Będzie Jej przykro po prostu, a nam będzie ciężko spojrzeć Jej w oczy. Będziemy się od Niej oddalać, oddalać od samych siebie, gdy będzie to już nasza postawa staniemy się samotną wyspą. Wyspa to po włosku isola. Isola -> izolacja.
Boże, jak dobrze, że jesteś tak cierpliwy! Bo rozumieć to jedno, ale wykonać?
Każdego dnia dziękuj za dary, które dajesz i które otrzymujesz. A wtedy zrodzi się miłość, która przykryje wszystkie Twoje wady i ludzie będą chcieli z tobą przebywać.
Ot, taka kropla, która – daj Panie Boże – wydrąży skałę.
Amen!
