Chodziłam ostatnio z takim pytaniem – co to znaczy być kobietą spełnioną? Po czym poznam, że jestem spełniona? Na fali rozeznawania zmiany pracy/zawodu wyobrażałam sobie siebie np. otoczoną gromadką dzieci niepełnosprawnych intelektualnie – może tu poczuję to coś?
Powróciło do mnie dziś wspomnienie z dzieciństwa. W moim bloku mieszkała taka Pani z dwójką dzieci. Codziennie wieczorem chodzili na mszę świętą. Tacy zagadani, nieśpiesznie, dobrze czujący się ze sobą, za ręce. Lata mijały, dzieci rosły, ale podążali wciąż w tym samym kierunku.
Olśniło mnie. Czy ja chcę od życia czegoś więcej? Czy uznam, że byłam dobrą żoną, mamą, jeśli nie zrealizuję tego obrazu z dzieciństwa i w mojej rodzinie? Jeśli Maryja – najpiękniejsza z kobiet – spełnia się w prowadzeniu do źródła, do Jezusa, do Eucharystii, to czy jakakolwiek kobieta będzie spełniona robiąc coś innego?
