Jak łatwo zgubić drogę do celu. Wystarczy nie dojrzeć, że szlak skręcił w bok, pod górę i iść dalej szeroką, równą drogą. Dokąd?
Jak mocno trzeba pilnować znaków. Sprawdzać, czy zaraz pojawia się kolejny, potwierdzający, że to właściwa droga.
Jak stanowczo trzeba się zatrzymać, gdy stoję na rozdrożu, a znak jest tak namalowany, że nie wiadomo czy teraz w lewo, czy w prawo. Dodatkowo wewnątrz pojawia się taki podejrzany pośpiech, który pcha byle do przodu.
Jak ciężko przyjąć, że ktoś inny ma rację, gdy podpowiada, że to nie ta droga, a ja robię jeszcze jeden krok i jeszcze jeden, zamiast posłuchać.
Jak trudno dołączyć do szlaku, który się zgubiło. W ostateczności ile sił kosztuje decyzja, żeby cofnąć się do ostatniego widzianego znaku i tam pójść, jeśli to jeszcze możliwe.
Jak dobrze, że On cały czas prowadzi, nie zostawia, jest cierpliwy.
Litania niemocy
Gdzie ja nie widzę – On widzi
Gdzie ja słabnę – On jest silny
Gdzie ja upadam – On podnosi
Gdzie ja błądzę – On woła
…
