Godny wiary

Siedzę sobie, obok świeci się choinka, za oknem słychać fajerwerki, a ja się uśmiecham. Już miałam nic nie pisać w tym roku, ale czułam dziś natchnienie, by to zrobić.

Bóg jest wierny swoim obietnicom. Jak pisałam na początku bloga, kiedyś usłyszałam, że Pan uleczy moje rany. Wzięłam te słowa do serca i co? I dziś stwierdzam, że to się stało. Ta dam! Oczywiście nie twierdzę, że cała przeszłość została przeze mnie przerobiona, przepracowana i teraz to już tylko bajlando. Jest mi po prostu lżej na sercu. Droga do tego miejsca nie była łatwa i to się nie stało samo na pstryknięcie. Najpierw ten coaching, potem seria modlitw wstawienniczych, 12 kroków Ku pełni życia – wreszcie żyć, terapia, Strumienie Życia, rekolekcje, dni skupienia i oczywiście modlitwa, sakramenty, adoracje.

Ktoś stwierdzi no dobra, ale to nie On uleczył twoje rany, tylko ty swoją pracą. No nie, nie uważam tak. Zaproszenia w te różne miejsca były subtelne i zapakowane jak piękny prezent. To jakby ktoś prowadził w tańcu, delikatnie, ale wiadomo było, gdzie postawić kolejny krok. Ja bym na to nie wpadła.

Uśmiecham się więc i robię listę obietnic, które jeszcze są przede mną, których jeszcze nie oglądam, nie doświadczam. Czy szczytem wiary jest czekać na realizację obietnic, czy może szczytem wiary jest czekać na coś, co nie było obiecane?

Ostatnio jechałam do pracy i pytałam Pana, czy na pewno pobłogosławi moją decyzję, czy widzi mnie na tej drodze, która jawi się przede mną i wtedy niebo przede mną się rozświetliło. Potem przypadkiem popatrzyłam w prawo i tam była tęcza. Co dziwne, ona tworzyła jakby bramę nad drogą, po której jechałam. Poranna tęcza. Wchodzę w ten rok przez bramę z tęczy.

Niech się dzieje! Błogosławieństwa!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *