„Nasz duch charakteryzuje się tym, że zwykle powinien długo pozostawać pod działaniem jakiejś myśli, aby zostawiła ona w nim długotrwały ślad; nic z tego, co przechodzi przezeń przelotnie, nie pozostaje w nim naprawdę ani go nie przemienia. Musimy więc teraz wystawić się na działanie myśli o Bożej miłości, jak ziemia każdego dnia wystawia się na działanie słońca, by otrzymać od niego światło, ciepło i życie. Nie może się to dokonać inaczej, jak tylko przez radzenie się Bożego objawienia. Bo kto inny mógłby nas zapewnić o tym, że Bóg nas kocha, jeśli nie sam Bóg? (..) Gdyby całe Pismo Święte mogło nagle przemienić się ze słowa pisanego w słowo wypowiadane,stając się wyłącznie głosem potężniejszym od huku wzburzonego morza, wołałoby „Bóg was kocha!” (z „Życie w Chrystusie. Duchowe przesłanie listu do Rzymian”, o. Cantalamessa).
Wracam do mojej walki.
Znowu coś mnie przerosło.
Znowu dałam się dotknąć do żywego.
Znowu przegrałam walkę na myśli.
Zamiast myśleć
„Nie lękaj się, bo Ja jestem z Tobą” (Iz. 41, 10)
cała staję się lękiem.
Zamiast pamiętać, że
„Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki,
zamieszkał na krańcu morza:
Tam również Twa ręka będzie mnie wiodła
i podtrzyma mię Twoja prawica.” (Ps. 139, 9-10)
myślę, że jestem sama i nie dam sobie rady.
Zamiast odpocząć w myśli
„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt, 28, 20)
szamotam się i ginę.
Cóż. To znak, że ZA KRÓTKO karmiłam ducha Słowem, które daje Życie.
Po prostu.
