Bo góry mogą ustąpić…

Od chwili, gdy odpowiedziałam na głos w sercu, który zaprosił mnie na uwielbienie do kościoła św. Katarzyny w Krakowie wszystko zaczęło stawać na głowie. Zobaczyłam coś w twarzach ludzi, którzy uwielbiają Boga. To było takie specyficzne światło, radość, wręcz uniesienie. Zapragnęłam, żeby i moja twarz tak kiedyś wyglądała. Na razie była ściśnięta bólem, najczęściej na tych uwielbieniach chciało mi się najzwyczajniej w świecie płakać, teraz już wiem, że to raczej normalna reakcja, gdy ktoś cierpi i zbliża się do Boga. Przez łzy Pan leczy nasze wnętrza, a w moim było duuużo do uleczenia. Dlatego tak ważne jest, żeby tego płaczu nie powstrzymywać ze względu na to, co sobie ktoś pomyśli.

Raz napłakałam się szczególnie. Na uwielbieniu we wrześniu 2011 prowadzący spotkanie zaprosili na środek tych, którym jest ciężko, którzy cierpią. Wahałam się, aż usłyszałam w sercu „przecież po to tu przyszłaś!”. Wyszłam. Po chwili podeszła do mnie wstawienniczka (we wspólnocie jest specjalna diakonia, która posługuje modlitwą wstawienniczą, czyli ktoś wstawia się za daną osobą u Pana). Zapytała jak mam na imię i o co chcę się modlić. Odpowiedziałam jej, że mam wiele ran i że proszę o ich wyleczenie. Najpierw dziękowała za mnie Bogu (!), a po chwili uprzedziła, że będzie się modlić w językach, no i zaczęła. Brzmiało to dziwnie, w ogóle nie przypominało współczesnego języka, ale zamiast słuchać zaczęłam się modlić w duchu. Po chwili dziewczyna zapytała, czy wyznałam kiedykolwiek, że Jezus jest moim Panem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to bardzo ważna chwila, kiedy ogłaszasz wspólnocie Kościoła, że Jezus jest Twoim Panem. Wtedy było to przede mną. Na koniec modlitwy dziewczyna powiedziała, że ma dla mnie słowa z Pisma, oto one:

„Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od Ciebie” (IZ 54, 10).

I z tą wiadomością prosto z nieba poszłam do domu. Oczywiście te słowa bardzo mnie dotknęły, ale najbardziej uderzyło mnie to, co się stało już w domu. Otóż gdy wszyscy poszli spać wzięłam do ręki Pismo Święte, usiadłam i otworzyłam na chybił trafił. Trafiłam od razu dokładnie na TE SŁOWA, no i wtedy zaczęłam wyć. Ciężko to nazwać płaczem bo to trwało i trwało, skończyłam chyba o 2 w nocy. W tym płaczu natrafiłam na obrazek Serca Jezusa, który miałam w Biblii i zaczęłam to Serce przepraszać za to, że zapomniałam o Nim na tak długo, że tak daleko odeszłam… To był dar łez. Piękny dar łez…

Po jakimś czasie natrafiłam na informację, że w sąsiedniej parafii zaczyna się Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym, prowadzone przez wspólnotę z Łodzi Mocni w Duchu. Było to tzw. Seminarium eksternistyczne, oznaczające, że będzie to moja praca z podręcznikami i Pismem i że co jakiś czas spotkamy się w kościele. Jest też stacjonarna forma Seminarium – organizują je parafie, spotkania są co tydzień przez kilka tygodni i przyznam, że ta forma obecnie bardziej mi odpowiada. Niemniej jednak wtedy był to bardzo ważny krok na mojej drodze nawrócenia. Zwłaszcza jedna z książek zrobiła na mnie szczególne wrażenie – Jezus Żyje autorstwa Emiliena Tardifa . Czytając ją nie mogłam powstrzymać płaczu, ale nadzieja, która już zakiełkowała we mnie po tej lekturze jeszcze wzrosła. Zaczęłam myśleć coraz częściej o tym, że to naprawdę jest możliwe, żeby w tych czasach doświadczać Bożej mocy, w końcu miałam już pewne oznaki, że Jezus po prostu JEST, nie był, tylko JEST i ŻYJE.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bo góry mogą ustąpić…

  1. misjonarz pisze:

    Muszę się wygadać :-). Uśmiecham się ale sprawa jest poważna. Zachaczę tylko o jedno, mianowice te łzy a właściwie dar łez. Nie zaprzeczam, że istnieje owy 🙂 (uśmiech specjalnie, bo nie policzę ile razy tego doświadczyłem 🙂 ), jednak uważma, że trzeba być ostrożnym z tym darem. Dlaczego tak piszę ?, ano dlatego, że dar jest darem ale może być podrabiany przez złego ducha.
    Św. Ignacy pisze, że gdy dar pocieszenia duchowego bez uprzedniej przyczyny, wyrażający się również łzami pochodzi od samego Boga, to pomimo tego trzeba być ostrożnym a nawet pisze, że w takich momentach należy – . Ów święty, stwierdził po prostu, że w momentach gdy Bóg nas nawiedza lubimy przypisywać sobie zasługi, czyli wpadamy w swoistą pychę lub próżną chwałę. Aby tego się wystrzec Ignacy zaleca aby zacząć myśleć, jak to „będę się zachowywał w czasie strapienia, które niechybnie przyjdzie”. Ponadto dodaje, że gdy Bóg daje coś co jest wyraziste ale delikatne, może być „wydelikatnione” przez złego ducha aż do przesady. Tak np. miał św. „mała Tereska”, jej dar łez był wydelikatniony do przesady. No i co zrobiła Tereska ? Ano właśnie i teraz będzie kontrowersyjnie, ale – „powstrzymała łzy siłą woli”. Uważam, że da się tak zrobić i wciąż robić, chociaż oczywiście trzeba nam się nieraz wypłakać, wyżalić przed Bogiem, lecz czasem trzeba powstrzymywać swoje uczucia, w tym łzy aby nie dać przysępu do nas złego ducha.
    Teraz o sobie :-). No więc uczę się i jakoś już nauczyłem powstrzymywać swoje łzy a gdy tego nie mogę zrobić to je ukrywam, a nawet czasem proszę Jezusa – „idź już sobie” :-). Pomału, już wyjaśniam, ale to jest trochę dziwne. No więc bardzo przeżywam komunię świętą, zwłaszcza moment przyjęcia i jakiś czas po tym i czasem Jezus dawał mi dar łez. No ale jestem mężczyzną 🙂 i z reguły w koło dużo ludzi a więc po co:, ktoś, coś ma sobie o mnie myśleć i mogę się tego wstydzić, ale jest problem. Problem polega na tym, że nie zawsze umiem powstrzymywać dar łez, jednak, jak już nie mogłem to po prostu wewnętrznie prosiłem Jezusa – IDŹ JUŻ SOBIE :-). Dosłownie tak mówiłem wewnętrznie i proszę sobie wyobrazić, że na klilka takich próśb Jezus nigdy mnie nie zawiódł :-), zawsze odczuwałem po takiej prośbie uspokojenie wnętrza i powstrzymanei daru łez. Wnioski ? Dla mnie są proste, z tym darem trzeba uważać i bardzo roztropnie rozeznawać, tak samo jak przy spowiedzi świętej. Już wyjaśniam, może to skrócę ? :-). Tak więc na spowiedzie wielokrotnie miałem dar łez, ale od pewnego czasu mój spowiednik wręcz nakazywał mi powstrzymywanie go. Hmm, dlaczego tak robił ? No właściwie to nie wiem, ale kiedyś znalazłem wyjaśnienie u św. J. M. Vianney – a. Święty tak to określił – cyt. „kto płacze w czasie spowiedzi nie spowiada się dobrze”. Ach z pewnością jest w tym wiele prawdy, chociaż pewnie są i dobre spowiedzi – „odpłakane” ? No są, ale ogólnie spowiedź to wolna wola człowieka a nie uczucia. No i o to chodzi, żebyśmy wolną wolą na spowiedzi powiedzieli prawdę a uczucia, które się pojawiają mogą w tym przeszkadzać. Jeszcze o jednym ( nie wiem, czy się nie powtarzam ? 🙂 ), ale ostatnio uciekłem z kościoła, bo zostałem poruszony przez Jezusa Eucharystycznego, co oczywiście objawiło się łzami a właściwie płaczem :-). Uciekłem, bo po co mam sie komuś tłumaczyć z tego ? No a jeżeli nawet bym to komuś powiedział, to ten ktoś tego nie zrozumie. No i dlatego uciekłem :-).
    No dobrze – wnioski – dar łez jest piękny, ale ma swoje ograniczenia, które warto zauważać w swoim życiu wewnętrznym.

  2. misjonarz pisze:

    p.s. bo coś pominąłem, ale sens wypowiedzi to
    W mometach pocieszenia duchowego należy – „uniżać ile się da”. Jeżeli chcesz to dodaj po: ” to pomimo tego trzeba być ostrożnym a nawet pisze, że w takich momentach należy –”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *