Ecce Homo

Dziś przypomniała mi się moja pierwsza msza o uzdrowienie. Jeszcze 3 lata temu nie wiedziałam o istnieniu takich mszy. To taka specyficzna msza połączona z adoracją Najświętszego Sakramentu i modlitwą i uzdrowienie. Często w jej trakcie posługują osoby, które mają dary Ducha Świętego, np. dar poznania i mówią zebranym, że Jezus uzdrawia to i to, albo że Jezus dotyka takiej i takiej osoby.

Pierwszy raz poszłam na tę mszę chyba właśnie w październiku 2011. Powiedziała mi o niej koleżanka z Seminarium Odnowy. Msza odbywała się w kościółku Ecce Homo u sióstr Albertynek w Krakowie. Co było dziwne – i miejsce było dla mnie szczególne i prowadzący okazał się kimś mi znanym. Mszę prowadził ks. Jan Reczek, którego poznałam na kursie animatorskim w przeszłości, natomiast miejsce – mieszkałam bardzo blisko tego kościółka. Zaglądałam do niego już jako dziecko. Wizerunek Jezusa w obrazie Ecce Homo św. brata Alberta był mi od dziecka bardzo drogi. Żal mi było tego umęczonego Jezusa, wyśmianego, pobitego, odrzuconego. Już wtedy przychodziłam dotrzymać mu towarzystwa, a tu proszę. Pierwsza msza o uzdrowienie właśnie tam!

Obraz Ecce Homo

W ogóle nie wiedziałam o co prosić. Nie byłam szczególnie schorowana fizycznie, więc nic nie nasuwało się samo. W końcu postanowiłam. Zauważyłam u siebie problem z modlitwą „Ojcze Nasz”. Gdy próbowałam powiedzieć „Ojcze” jakoś tak bardziej, jak do osoby, a nie klepiąc bez namysłu od razu chciało mi się płakać. Poprosiłam więc o to, żebym mogła mówić do Boga „Ojcze”. Nie musiałam czekać długo na odpowiedź 🙂 Wkrótce pani, która ma dar poznania między innymi wypowiedziała mniej więcej te słowa: „jest tu osoba, która nie może mówić do Boga „Ojcze”. Ma to związek z jej relacją z własnym ojcem. Pan zabiera tę przeszkodę i ta osoba będzie mogła mówić do Boga „Ojcze”.

Gdy to usłyszałam to mnie zmroziło! Już wiedziałam, że Pan słyszy moje prośby, ale nie spodziewałam się reakcji tak od razu! Gdy przyszłam do domu i wieczorem klęczałam na modlitwie pamiętam, jak z uśmiechem testowałam, czy to działa :-))) No i mówiłam to „Ojcze” i faktycznie, już nie było łez!

To wszystko przypomniało mi się dziś, bo trafiłam na to kazanie o. Daniela o miłowaniu Boga Ojca.

Mam wrażenie, że tak mało myślę o Bogu w kategoriach miłosierdzia. Tak łatwo na Niego narzekam, gdy doświadczam różnych, ciężkich chwil. Tym bardziej cieszę się z dzisiejszego dnia, kiedy myślę o Nim tak ciepło, kiedy chce mi się Mu dziękować i Go uwielbiać. Nawet, jeśli coś jest nie tak, jak bym chciała.

Raz miałam taki piękny obraz – widziałam siebie, małą dziewczynkę, która siedzi na podłodze i układa drewniane klocki. Robiłam z nich wieżę. I jak już była wyższa to się chwiała i łup. No i znowu robiłam nową. Miałam takie głębokie odczucie, że Bóg Ojciec patrzy na mnie tak, jak na to dziecko. To nieważne, że mnie się wydaje, że zawaliłam na całej linii, że najchętniej schowałabym się do mysiej nory, dała sobie spokój z tą relacją, że taka jestem czasem do niczego. Dla Niego nie znaczy to więcej, niż ta wieża, która mi się rozpadła. Jestem Jego dzieckiem. Dzieckiem! Więc dla Niego to oczywiste, że wiele rzeczy mi się nie udaje. On i tak patrzy na mnie z największą miłością, jaką mogę sobie wyobrazić. Nawet w chwilach moich największych porażek.

Tatuś.

Oj piękny dziś dzień 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *