Pan uleczy Twoje rany!

Pan uleczy Twoje rany!

Takie słowa, wypowiedziane przez nieznajomą osobę, usłyszałam podczas spotkania uwielbienia kilka lat temu. Jestem kolekcjonerem tych słów – usłyszanych w sercu, wypowiedzianych nade mną, otrzymanych w Słowie. Z radością patrzę na to, jak się wypełniają. Wystarczy uwierzyć, że wypowiada je WSZECHmogący, choć często trzeba je nieść w sercu dość długo, zanim się zrealizują. Ważne jest, by trwać przy sercu Boga, kłaść te słowa przed Nim i ufać, że mówił je po to, by je wypełnić. W końcu to ufność jest naczyniem, w którym Pan składa łaski.

Tydzień temu byłam na rekolekcjach. Czas spotkania. Tylko ja i Pan obecny w Najświętszym Sakramencie oraz w Słowie. Z cichą obecnością i delikatnym towarzyszeniem dobrych dusz. W połowie rekolekcji Pan przypomniał mi bardzo bolesną ranę. Chyba najtrudniejszą z dotychczasowych. Już od kilku miesięcy przywoływał mi ją w pamięci czekając na moją gotowość, by mógł jej dotknąć. W końcu Mu na to pozwoliłam. Przyznałam przed Nim, że tak, to mnie spotkało, to część mojego życia. Poprosiłam Go, żeby mnie uzdrowił.

To zranienie było wywołane krzywdą, jakiej doznałam we wczesnym dzieciństwie. Jeszcze o niej nie pisałam. Skutki tej krzywdy były katastrofalne. Można powiedzieć, że przez to zdarzenie zostałam podzielona na dwie osoby. Jedna część mnie w głębi pamiętała co się stało, ale dosłownie nie mogła otworzyć ust – była milcząca, zamknięta, zwłaszcza w rozmowie z nieznajomymi, miała problemy ze śpiewaniem, z przyjmowaniem Komunii Świętej, czuła wewnętrzny ból, którego nie umiała wyrazić. Przy tym była pozbawiona dostępu do energii do działania. Widziała, że należałoby zrobić to, czy tamto, ale nie miała siły, żeby się za to zabrać. Myślała, że jest tak leniwa po prostu. Druga część mnie miała tę energię życiową, ale nie miała pamięci tego, co się stało. Ta część działała – chodziła do pracy, zajmowała się domem, ale czuła, że nie jest sobą, że robi wszystko mechanicznie, zgodnie z zasadami, sama z siebie nie wiedziała co należałoby zrobić, w którą stronę pójść, była jakby pozbawiona serca. Serce zostało zamknięte w tej pierwszej części bez możliwości wyrażania się ustami.

Kiedy Pan dotyka jakiejś rany najpierw przypomina co się stało – to może być obraz, jakieś wspomnienie, jakieś słowa zasłyszane w przeszłości, a bardzo raniące. Potem – jeśli Mu na to pozwolimy, poprosimy go o uzdrowienie tej rany, najczęściej pojawia się ból serca, a zaraz po nim łzy. Te łzy przynoszą ukojenie. Ważne, by tego trudnego momentu nie przegapić, bo można mieć pokusę, żeby wtedy z kimś porozmawiać, włączyć telewizor, po prostu, żeby uciec od bólu. Trzeba wytrwać w tym napięciu! Najlepiej w ciszy. Ja przypomniałam sobie ranę, uznałam, że to się stało, poprosiłam Pana by dotknął tego miejsca w moim sercu, ale nic nie poczułam. Stwierdziłam, że pewnie uzdrowił mnie tym razem inaczej. Myliłam się. Następnego dnia była Eucharystia. W trakcie Komunii Świętej, gdy kapłan położył mi Ciało Jezusa w ustach poczułam, że boli mnie serce. Pan wybrał właśnie ten moment by mnie uzdrowić! Wróciłam do pokoju, zaczęłam płakać, czułam, że Pan mnie uzdrawia i uwalnia od skutków tego, co się stało. To było niezwykłe! Zdecydowałam się przebaczyć krzywdzicielowi. Tym razem potrafiłam to zrobić od razu, czasem mogłam tylko prosić, by Pan obdarzył mnie łaską przebaczenia jakiejś osobie, bo w danym momencie nie byłam na to gotowa. Jednym zdaniem – Pan mnie uzdrowił przez Eucharystię!

To jednak nie koniec. Jak trędowaty, który wrócił podziękować Jezusowi, adorowałam Pana w kaplicy. Byłam sama. Patrzyłam na tabernakulum z wdzięcznością. Nagle usłyszałam w sercu głos:

– Czy ty naprawdę wierzysz, że Ja tutaj jestem?

– Tak…

– Podejdź.

Podeszłam i uklękłam przy tabernakulum.

– Dotknij.

Nie śmiałam położyć dłoni na ścianie tabernakulum, więc dotknęłam takich wystających nóżek, jednocześnie myśląc „Bylebym się frędzli Jego płaszcza dotknęła”.

– Jesteś wolna. Idź w pokoju…

 

 

Zmieniłam się. Czuję, że zaczęłam Nowe Życie, że dokonała się we mnie głęboka integracja wewnętrzna. Że wreszcie jestem sobą. Mam energię do działania, a co najbardziej dostrzegam – nie mam już problemu z otwieraniem ust! Mogę śpiewać, nawet do mikrofonu, co wcześniej było dla mnie przerażające, na moment Komunii wreszcie się cieszę, a nie stresuję, co więcej – otworzyłam się na innych, także nieznajomych. Tak, jakby w momencie przyjścia do mnie w Komunii Świętej Pan dotknął mojego języka i powiedział Effatha – otwórz się! Pojawiła się we mnie radość, jakiej wcześniej nie czułam, wręcz promienieję radością! Sama siebie nie poznaję!

Wiele razy prosiłam ze łzami, żeby mnie uzdrowił, żeby dał mi Nowe Życie. Często przez pieśni np. te poniżej:

Odnów mnie, którą śpiewa Magda Kania https://www.youtube.com/watch?v=ZYzuvIvsRoQ 

albo

Lekarzu dusz, którą śpiewają Mocni w Duchu https://www.youtube.com/watch?v=BgQjRCbu4kw

Wołaj i Ty! Nie ustawaj i wypatruj Pana!

A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Oby tak się stało – Amen!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *